Gdy seryjna Lagonda jest zbyt zwyczajna: miniwywiad z Harrym Kielstrą

Od 22. Do 25. sierpnia w holenderskim Achterhoek (okolice miasta Zutphen) organizowany był 15. doroczny Festiwal Lagondy. Tym razem przybyło 14 Lagond – właściciele przyjechali z Holandii, Francji, Niemiec, Luksemburga, Anglii, Szwajcarii i ze Stanów (choć ci ostatni bez aut).

Nie nazwałbym żadnego Astona Martina Lagondy pospolitym samochodem, ale dwa auta szczególnie wyróżniały się z grupy: jedyne w swoim rodzaju cabrio oraz kombi. Miałem okazję porozmawiać z nieco enigmatycznym twórcą obu samochodów, Harrym Kielstrą.

Przy krawężniku: Dlaczego Aston Martin? Jak to się zaczęło?

Harry Kielstra: Po prostu lubię Astony za to, że są inne. Nie lubię BMW, nie lubię VW…

I kupiłeś najpierw seryjną Lagondę, ale nadal uważałeś, że jest zbyt zwyczajna i postanowiłeś ją zmodyfikować?

Mniej więcej… Czasem w nocy przychodzi mi do głowy jakiś projekt i myślę: „O, to jest dobre. Czy możemy to zrobić? Tak, możemy (tak sądzę). Pora kupić kolejną Lagondę i pociąć na kawałki!”. Nie potrzeba zbyt wiele się zastanawiać przed rozpoczęciem czegoś nowego. Jeśli coś Ci się podoba i jesteś w stanie to zrealizować, po prostu to zrób. A gdy już zaczniesz ciąć, musisz skończyć…

[Zdjęcie ze zbiorów Harrego Kielstry]

Ile Lagond miałeś do tej pory?

Ta jest trzecia… czwarta. Kombi to samochód żony, mamy też jedną zwykłą i dwie na zapas…

Czy jesteś zawodowo związany z modyfikacją samochodów, czy to Twoje hobby?

To jest hobby, bo modyfikuję moje prywatne samochody, ale poza tym pracuję z samochodami. Odnawiam, buduję na zamówienie, różne takie… Ale nie robię codziennych napraw.

I ludzie przywożą do Ciebie Lagondy z innych krajów?

Niektórzy tak. Niedawno remontowaliśmy silnik w niebieskim Tickfordzie, czyli w aucie z bodykitem.

Wielu jest takich specjalistów w Europie?

Są w Anglii. Na przykład Dave, właściciel tej ciemnoczerwonej [również obecny na zlocie].

Możemy przyjrzeć się kabrioletowi? Ten samochód skończyłeś niedawno?

Tak, niedawno skończyłem… rok temu. To auto z 1980, wczesny egzemplarz.

Sam zaprojektowałeś nadwozie? Czy ktoś pomagał Ci przy przeróbce?

Nie, to wszystko dzieło jednego człowieka. Ja to zaprojektowałem, opracowałem, zbudowałem. To czego nie zrobiłem sam, to tapicerka, zrobił ją mój znajomy, bardzo dobry tapicer. I lakierowaniem zajął się warsztat, ale z tego nie jestem zadowolony…

Wyposażony jest w składany miękki dach?

Tak, elektryczny.

Nurtuje mnie jeden szczegół. Z jakiego samochodu pochodzą lusterka?

[śmieje się] VW…

Ach, mój tata ma Octavię i wyglądały mi bardzo znajomo. Modyfikowałeś również elementy mechaniczne?

Tak: pneumatyczne zawieszenie, duże hamulce, ABS, elektroniczny zapłon, elektroniczny wtrysk…

Możemy podejść do kombi (shooting-brake’a)?

Tak, jasne. Zbudowałem je dla żony. Taki drobny projekt w międzyczasie. Ukończyłem je w 2012. Bazowy samochód również pochodzi z 1980 roku.

Który projekt zajął Ci więcej czasu?

Kabriolet. Kombi było łatwe, jego zbudowanie zajęło mi tylko sześć miesięcy.

A kabrioletu?

10 lat.

O! To spora różnica. Ale kombi także wymagało trochę pracy.

Tak, wszystko, co widzisz jest zmienione. Większy szklany dach, nowe błotniki, przekonstruowany słupek C. Wszystko odtąd [od słupka B do tyłu] jest inne. I jest to prawdziwe kombi, czyż nie? Dwa metry przestrzeni bagażowej za przednimi fotelami.

Co było największym wyzwaniem podczas budowy tych samochodów?

Nie wiem… Nie było to dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Po prostu zaczynam coś robić i patrzę, co wyjdzie.

Czyli raczej nie planujesz zbyt wiele i nie sporządzasz dokumentacji?

Nie, wszystko jest w mojej głowie. I po prostu zabieram się do pracy.

Jaki będzie następny samochód? Pracujesz już nad czymś nowym?

Mamy taki jeden specjalny samochód… o którym nikt nie wie. To Lagonda, ale nie taka jak te tutaj. I nią zajmę się w najbliższym czasie. Ale tak jak powiedziałem, nikt nie wie, co to jest, ani gdzie to jest. Zamierzam zrobić więcej nowych rzeczy, ale o nich nikomu nie powiem.

Mógłbym zamówić u Ciebie podobny kabriolet? Nie pytam o cenę, tylko hipotetycznie.

Raczej tak, czemu by nie. Projekt już jest. Gdybym się nie zgodził, zapewne ktoś inny by go skopiował. To nie byłoby trudne, kopiowanie jest znacznie łatwiejsze od opracowania czegoś od początku.

Dziękuję niezmiernie, że zgodziłeś się na rozmowę, to była przyjemność. Życzę powodzenia w pracach nad przyszłymi projektami!

Dziękuję!

Na koniec macie jeszcze trochę fotek z wydarzenia.

Takie tam pod Albertem Heijnem.
Koła nazywane pieprzniczkami („pepper pots”, to po brytyjsku jest).
Bardziej Lagonda niż Aston Martin.
Pieprzniczki są fajne, ale te kołpaki…
Winylowy dach? A gdyby tak zderzaki…
Mówiłem już, że uwielbiam te koła?
Pakiet stylistyczny od Tickforda. Zdjęcie tego samochodu można by umieścić w słowniku jako ilustracja do hasła „sztos”.
Seria 4, czyli bardziej zaokrąglona i niestety bez klapkowych reflektorów*.
Ten narożnik zdradza, że mamy do czynienia z samochodem w amerykańskiej specyfikacji, ale sprzedanym do Szwecji.
Można tym oświetlić stadion.

*kopirajt: Wyszukane Samochody