Kiedy sześć kół to za mało

Ktokolwiek oglądał dawnego prawdziwego Top Geara (kiedyś to był Top Gear, teraz to nie ma), pamięta zapewne liczne listy od widzów, w których prosili oni o poradę w kwestii zakupu samochodu. Zwykle autorzy korespondencji poszukiwali konkurenta Porsche 911 GT3 dostępnego w przedziale cenowym od 121328 do 121329 funtów albo pytali o najlepszy samochód, który łatwo obsługuje się z tylnego siedzenia i nada się do przewożenia węgorzy oraz sodu itd. Naszła mnie ochota, żeby także odpowiedzieć na jeden z tego typu listów (najpierw oczywiście sam musiałem wymyślić jego treść).

List pochodzi od pewnego szejka i brzmi następująco:

„Dogi Zenonie,
osoba o moim statusie społecznym powinna poruszać się po drogach pojazdem, który wzbudza respekt. W wielu rejonach świata wystarczy do tego byle SUV. Jednak w moim sąsiedztwie Lamborghini Urus uchodzi za samochód odpowiedni dla sprzątaczki, a mój ogrodnik jeździ Bentleyem Bentaygą. Mój sąsiad ma Mercedesa AMG 6×6, a dla swoich żon zamówiłem ostatnio dwanaście opartych na Fordzie F-150 Hennessey’ów VelociRaptorów 6X6 i piętnaście sześciokołowych Defenderów „Flying Huntsman” od Chelsea Truck Co. Co powinienem kupić w tej sytuacji dla siebie? Proszę, pomóż!
Pozdrawiam,
Muhammad IV ibn Hamad an-Adol asz-Trab’ant”

F-150 Hennessey’ów VelociRaptorów 6X6 – idealny samochód do wożenia dzieci do przedszkola albo na wypad do galerii handlowej. [źródło zdjęcia: Hennessey Performance]

No fakt, sześciokołowe SUVy są już nieco oklepane. W takim razie może warto rozejrzeć się za czymś z ośmioma kołami? Oczywiście ośmiokołowe ciężarówki i pojazdy wojskowe w rodzaju Jelcza 800 czy Rosomaka nie wchodzą w grę, szejk musi poruszać się z klasą. Znalezienie samochodu spełniającego wymagania może nie być łatwe, ale w końcu ma się wyróżniać, a pieniądze, jak wiadomo, nie grają roli. Udało mi się przygotować trzy bardzo rozsądne propozycje.

1. Reeves Octoauto

Bracia Marshall i Milton Reeves urodzili się na farmie w Indianie (odpowiednio w 1851 i 1864 roku) i już jako nastolatkowie podejmowali się konstruowania urządzeń ułatwiających prace w polu i nie tylko. Zaczęło od tego, że Marshall zbudował pług bezzagonowy (nie będę tłumaczył konstrukcji pługów, bo sam się nie znam na tym, chodziło generalnie o to, że można było zaorać pole robiąc dwa razy mniej przebiegów). Jego wynalazek sprawdzał się na tyle dobrze, że bracia z pomocą innych członków rodziny utworzyli firmę Reeves & Company, początkowo zajmującą się właśnie produkcją narzędzi rolniczych.

W 1879 roku drugi z braci, czyli Milton, zaobserwowawszy, że brak kontroli nad szybkością piły w tartaku utrudnia pracę i doprowadza do strat materiałowych, zbudował pierwszą działającą przekładnię bezstopniową. Bezstopniowa przekładnia na pewno kojarzy Wam się z samochodami (później spopularyzował je DAF <3) i podobnie skojarzył Milton z tym, że on miał nieco trudniej, bo przed nim nikt tego nie próbował.

Pierwszy pojazd Miltona (i przypuszczalnie czwarty lub piąty automobil w Stanach w ogóle) napędzany był przez dwucylindrowy i dwusuwowy silnik o mocy 6 KM i była to raczej zmotoryzowana bryczka konna, ale wyposażona już w przekładnię bezstopniową. Przez kilka lat Milton rozwijał z pewnymi perypetiami swoją firmę i udoskonalał pojazdy. Zajął się m.in. produkcją własnych silników, ale historia Reeves & Company to temat na osobny artykuł, przechodzę więc skrótem do tego co interesuje nas w tym zestawieniu, czyli Reevesa Octoauto.

To co wkurzało Miltona od kiedy zajął się motoryzacją był bardzo niski komfort jazdy po nierównych nawierzchniach, czyli właściwie po wszystkich ówczesnych drogach. Wywodzące się z powozów konnych zawieszenia i koła nie radziły sobie najlepiej z cięższymi i szybszymi automobilami. W pewnym momencie jego uwagę przykuło rozwiązanie stosowane w wagonach kolejowych. Pod koniec XIX wieku popularne były już długie wagony postawione na dwóch dwuosiowych wózkach. Takie wózki nie tylko umożliwiały pokonywanie zakrętów, ale także poprawiały komfort jazdy. Niewiele myśląc, Milton uznał, że cztery osie na pewno doskonale sprawdzą się też w samochodzie.

Jeżdżąc taką furą nie pozostanie się niezauważonym, nawet w Dubaju. Polecam jednak zatrudnić przypakowanego szofera – nie wypada, żeby szejk siłował się w upale z rozbudowanym układem kierowniczym [źródło zdjęcia: public domain]

Reeves wziął na warsztat samochód marki Overland z 1910 roku i dołożył do niego po jednej osi z przodu i z tyłu. Obie przednie osie oraz oś wysunięta najbardziej do tyłu były skrętne, a napęd z czterocylindrowego silnika o mocy 40 KM przekazywany był na pozostałą, drugą od tyłu oś. Oczywiście pojazd wzbudził spore kontrowersje, jedni twierdzili, że to najbardziej komfortowy samochód wszech czasów, inni dodawali, że na pewno najbrzydszy. A nawet jeśli faktycznie był niezwykle komfortowy, to prowadzenie ponad sześciometrowego kolosa i skręcanie sześcioma kołami (bez wspomy, jest przecież rok 1910) musiało być katorgą. Poza tym Octoauto wyceniono na niebotyczne wówczas 3200 dolarów i na samochód nie znalazł się ani jeden chętny. Losy jedynego zbudowanego egzemplarza nie są znane. Prawdopodobnie Milton przerobił go, usuwając jedną z przednich osi (jego kolejnym pomysłem było Sextoauto, niestety ten projekt także zakończył się niepowodzeniem po zbudowaniu dwóch prototypów).

W oryginalnej reklamie prasowej twórca deklaruje oszczędności na oponach (!), co uzasadnia mniejszą podatnością na przebicie. Co ciekawe, Octoauto ogłaszane jest tu raczej jako koncepcja niż gotowy produkt – Reeves oferuje przeróbkę dowolnego samochodu na ośmiokołowiec. [źródło obrazka: public domain]

Oryginalnego Ocotoauta nie da się kupić, ale z pewnością szejk będzie w stanie sfinansować budowę repliki, albo raczej konstrukcji inspirowanej Octoautem, bo oryginalnej specyfikacji raczej nie uda się dokładnie odtworzyć.

2. Eliica

Jeżeli stylistyka retro nie leży w guście szejka, istnieje futurystyczna alternatywa. Zresztą, mimo że Eliica zadebiutowała w 2004 roku, wybiega w przyszłość nie tylko wyglądem. Eliica to skrótowiec od Electric Lithium-Ion Car, więc, jeśli szejk podąża za nowymi trendami, auto sprawdzi się idealnie.

Eliica była projektem opracowanym przez grupę profesora Hiroshi Shimizu z Keio Univeristy w Tokio. Opracowanym całkowicie niezależnie od producentów samochodów. Shimizu pracował nad pojazdami elektrycznymi od lat 80. Zaczynał od przeróbki pierwszej generacji Subaru Leone na elektryka, potem przerzucił się na jakiś czas na motocykle, by wreszcie skupić się na coraz bardziej zaawansowanych samochodach. Eliica była jego ostatnim projektem przed przejściem na emeryturę, a tym samym projektem najbardziej dopracowanym.

Moim zdaniem tył wygląda całkiem ciekawie. Coś z Lancii Thesis, coś jak wywrócony na drugą stronę tył Citroëna C6. [źródło zdjęcia: Keio University]

Pojazd wyposażono nie tylko w 8 kół ale też 8 silników, które w sumie generowały 640 kW, czyli 858 KM. Prof. Shimizu już w swoich wczesnych projektach stawiał na silniki montowane w piaście koła – argumentując taki wybór ograniczeniem strat energii, zmniejszeniem masy całkowitej i przyrostem miejsca w kabinie. Wadą takiego umieszczenia silników jest konieczność wpasowania ich w niewielką przestrzeń oraz wzrost masy nieresorowanej, co pogarsza właściwości jezdne. Zapewne oba problemy zmotywowały zespół prof. Shimizu do postawienia na konstrukcję z 8 kołami.

Misją konstruktorów było zbudowanie samochodu elektrycznego, który pozbawiony będzie ograniczeń kojarzonych na początku XXI wieku z elektrykami – niskiego zasięgu i marnych osiągów. W aluminiową ramę pojazdu wbudowano 4 długie i wąskie akumulatory, każdy złożony z 80 ogniw.  Według twórców ośmiokołowca, na jednym ładowaniu można było przejechać 320 km. W trakcie testów na torze Nardo prototyp osiągnął 370 km/h, a testy przyspieszania pokazały, że Eliica osiąga 100 km/h w 4,1 s, a 160 km/h w 7,0 s. Dla ścisłości należy zaznaczyć, że skonstruowano dwa prototypy o nieco innej specyfikacji akumulatorów i innym przełożeniu przekładni planetarnych łączącej silniki z kołami – jeden przystosowany był do testu szybkości maksymalnej i miał mniejszy zasięg, drugi dostosowany był do osiągania jak najlepszych przyspieszeń i miał pełen zasięg.

Za to z tej perspektywy i po otwarciu tylnych drzwi, przypomina mi gąsienicę Hemluta z Dawno temu w trawie po przepoczwarzeniu w motylka. Miałem ten film na VHSie, bardzo niedoceniane dzieło Pixara. [źródło zdjęcia: Keio University]

Eliica z założenia twórców była połączeniem samochodu sportowego i luksusowego sedana. Sama platforma, silniki i akumulatory podbijały cenę znacznie powyżej przedziału dostępnego dla zwykłych śmiertelników. W środku znalazły się różne topowe wówczas bajery, a tylne drzwi podnosiły się jak w modelu X od Tesli (8 lat przed jego pierwszą prezentacją). Szejk na pewno byłby zadowolony, w takiej furze można bez wstydu pokazać się na dzielni. Niestety, mimo planów budowy 200 egzemplarzy nie znaleziono żadnego inwestora odważnego na tyle, by podjąć się współpracy z zespołem prof. Shimizu i skończyło się na 2 prototypach. Ale projekt istnieje i na pewno za odpowiednią cenę można go zakupić…

3. Avtoros Shaman (Авторос Шаман)

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że szejk może nie brać pod uwagę niczego innego niż SUV. Dlatego wśród propozycji umieszczam Shamana – prawdziwego über-SUVa, albo raczej над-SUVa. Shaman jest dziełem rosyjskiego przedsiębiorstwa Avtoros i można go normalnie kupić.

Jeżeli szejk wypuszcza się nieraz w teren, Shaman wydaje się idealnym wyborem. Osiem niezależnie zawieszonych kół obleczono gigantycznymi niskociśnieniowymi oponami. Napęd trafia na wszystkie z nich i w odróżnieniu od wcześniej opisanych pojazdów, skrętne są wszystkie cztery osie, a nie tylko trzy. Producent zapewnia, że pojazd sprawnie porusza się w każdym terenie i może pokonać każdą przeszkodę. No może z tym sprawnym to nieco przesada, bo maksymalna szybkość Shamana to 80 km/h na lądzie i… 2 km/h w wodzie (to ostatnie zapewne nie jest akurat szczególnie istotne na pustyni). Takie osiągi zapewnia 3-litrowy turbodiesel od Iveco. Istnieje ryzyko, że znajomi szejkowie będą podśmiewać się z posiadania diesla i z dziadowskich oszczędności na paliwie. Można im wtedy wytłumaczyć, że Shaman z łatwością spali 25 litrów ON na 100 km. Jednocześnie nie należy martwić się o zasięg – do baku wchodzi 250 litrów oleju napędowego.

Rosyjski ośmiokołowiec można zamówić w wersji Hunter, z przedziałem bagażowym z bocznymi ławkami w wojskowym stylu albo w wersji Tourist, z ośmioma siedzeniami jak w autokarze. Do wyboru jest sporo opcji wyposażenia, ale zdecydowanym kupującym Avtros na pewno wsadzi do pojazdu co tylko dusza zapragnie.

Wszystkie koła mogą skręcać się w tę samą stronę – może się to przydać podczas parkowania równoległego w ciasnych miejscach. [źródło zdjęć: Avtoros]

A co w przypadku, gdy szejk planuje używać samochodu głównie do jazdy po mieście? Avtros zapewnia, że nie ma się czego obawiać. Według strony producenta Shaman ma optimalnyje gabarity i jego rozmiar nie sprawi, że kierowca poczuje się niekomfortowo w ruchu miejskim albo na autostradzie. Co więcej, ponoć poruszanie się nim po drogach publicznych nie przysporzy żadnych niedogodności innym uczestnikom ruchu. Choć to ostatnie raczej nie leży w zakresie zmartwień typowego nabywcy.

Mam nadzieję, że któraś z trzech opcji zadowoli szejka. W zamian za cenną poradę nie oczekuję żadnego wynagrodzenia pieniężnego, wystarczy, że szejk da mi się kopsnąć nową furą, gdy już się w nią zaopatrzy.

[Update] Szejk odpisał żebym się wypchał tymi poradami, bo jego sąsiad właśnie pokazał mu swój nowy nabytek:

[źródło zdjęć wykorzystanych w grafice tytułowej: Avtoros, Keio University, public domain]