Oszczędności na wejściu

Ostatnio przeglądałem swoje archiwum zdjęciowe i moją uwagę zwrócił szczegół na zdjęciu, które przedstawia Volvo 245 DL (przedliftowe, z okrągłymi lampami – moje ulubione). I tym szczegółem nie było wcale fantazyjne malowanie maski, ani nadmiar naklejek-winietek na przedniej szybie, nie chodziło też  o holenderskie tablice rejestracyjne starego typu, w kolorze błękitu pruskiego (choć zdjęcie wykonałem w Pradze). Zainteresowała mnie górna krawędź tylnych drzwi, a właściwie to, jak bardzo jej linia odbiega od linii dachu.

Hippis. Albo hipster. Albo jedno i drugie.

Nigdy wcześniej nie zwróciłem uwagi na ten detal. Poszperałem jeszcze w swoich archiwach oraz w internetach, przejrzałem zdjęcia różnych generacji kombi i sedanów Volvo, aż wreszcie trafiłem na świetny artykuł na Curbside Classics (polecam gorąco tę stronę), który doskonale opisuje „volvowski dylemat tylnych drzwii”, który postaram się tu także przybliżyć.

Za wygląd serii 240 odpowiadał genialny Jan Wilsgaard, tak samo jak za wygląd wszystkich innych „poważnych” modeli Volvo, które ukazały się w latach 1950-1990, tzn. wszystkich z wyjątkiem  holenderskich kompaktów i modeli sportowych – nieudanego P1900 i udanego P1800 (choć zaprojektował wersję shooting-brake).

„Positively no parking” oznacza wbrew podejrzeniom absolutny zakaz parkowania.

Pierwszym przebojem Wilsgaarda był Amazon (seria 120). Do wyboru były trzy warianty: 2- i 4‑drzwiowy sedan oraz 5-drzwiowe kombi. Górna krawędź tylnych drzwi w sedanie ma typową opadającą razem z dachem linię, natomiast drzwi kombi, które pojawiło się 6 lat po premierze wersji trójbryłowej, są na górze zupełnie proste. Nie występuje tu więc „dylemat tylnych drzwi”. Ciekawym szczegółem drzwiowym jest jedynie dzielona klapa bagażnika w kombi.

Klapka na tylnym błotniku nie jest od holenderskiej instalacji LPG, to wlew paliwa. W sedanie znajduje się on z tyłu, tuż poniżej linii bagażnika.

Gdy kilka lat później Wilsgaard projektował serię 140, przez ramię spoglądali mu już prawdopodobnie ludzie z działu finansowego*:

-Słuchaj Wilsgaard, ten Amazon to ci wyszedł bardzo ładnie, tak po hamerykańsku i w ogóle… tylko tego, rozumiesz, my tu nie mamy robić samochodów na konkurs elegancji, ale przede wszystkim auta dla typowego Szweda. Szwedzki design, rozumiesz, funkcjonalność i minimalizm. Samochód ma być, jakby go szwedzki drwal wyciosał siekierą.

-Eee… ale w USA to kupią?

-To już marketing załatwi. Że niby wygląda jak cegła, bo taki twardy jak cegła. Aha, najważniejsza rzecz: z tym Amazonem w kombiaku to już totalnie przegiąłeś, ten projekt nas kosztował kupę forsy. Weź no teraz zrób jakoś, żeby co taniej było… no nie wiem, chociaż drzwi daj takie same do sedana i kombi.

-Co, gdzie? Przecież to będzie nie przypiął, ni wypiął… jakby jakiś Sven w garażu ulepił. Co my FSO jesteśmy?

-Nie marudź, ładnie będzie. Poza tym nikt nie patrzy, jakie są drzwi w kombi. No, rysuj pan, panie Janie kochany. Bo ja już muszę… wie pan… robota czeka.

-No… ale… przecież…

-Później, później panie Janie, później.

Niby 1974, ale ciągle seria 140. Te dwa nowe modele, o których mowa w reklamie, to po prostu nowa wersja wyposażeniowa dla 142 i 144.

I cóż… Mimo całego mojego uwielbienia dla kanciastych modeli Volvo, muszę przyznać, że wyszło trochę ni przypiął, ni wypiął. Sedan 144 ma opadającą linię dachu, która dodaje nieco dynamiki klasycznej sylwetce. Podobnie jak w Amazonie, choć zdecydowanie mniej wyraźnie, opada górna linia drzwi. Jest to prawie niezauważalne, dopóki nie spojrzy się na te same drzwi zamontowane w kombi (145). „Niedopasowanie” tylnych drzwi podkreśla chromowana ramka szyby.

Gdy w 1974 roku seria 140 ewoluowała w serię 200, nie nastąpiły żadne radykalne zmiany w stylistyce (eufemizm), a kombi pozostało z drzwiami od sedana. Po liftingu zastąpiono chromowane wykończenie czarnym, więc fakt ten nieco mniej rzuca się w oczy, ale oczywiście nadal jest widoczny (to jest jedna z tych rzeczy, których się nie „odzobaczy”).

Żadnych chromów, czyli końcówka produkcji.

Kilka lat później, gdy Jan Wilsgaard rozpoczynał pracę nad następcą serii 200, czyli serią 700, do biura projektowego znów zajrzał koleś (albo kolesiówa) z działu finansowego**:

-No, to tego… z tym sedanem i kombi to po staremu rób, rozumiesz?

-Dobra, dobra, będzie po staremu.

Tradycja od pokoleń. Choć brakuje serii 200.

Ale Wilsgaard miał nieco inny plan. Ponieważ wtedy było już powszechnie wiadomo: „Mówisz Volvo, myślisz kombi. Mówisz kombi, myślisz Volvo”, dla serii 700 priorytet uzyskała właśnie ta bardziej utylitarna odmiana. Zarówno w kombi, jak i w sedanie drzwi są proste, co idealnie pasuje do nadwozia dwubryłego, a do trójbryłowego… zapewne trochę mniej idealnie. Osobiście bardzo lubię wygląd siedemsetek w sedanie, z charakterystyczną tylną szybą załamującą się pod kątem niemalże prostym. W nieco wyoblonym następcy, 940 (czyli także 960 i późniejszych S90/V90), zmieniono nachylenie słupka C i załamanie nie jest aż tak wyraźne.

I tak po wielu latach, podczas rysowania serii 850, Wilsgaardowi udało się dojść do perfekcji w projektowaniu kombi i sedanów z identycznymi drzwiami tylnymi. Górna krawędź jest bardzo subtelnie zakrzywiona, ale zakrzywiona jest również linia dachu w obu wariantach nadwoziowych. Większa spójność wynika również z wyeliminowania wydzielonej ćwiartki szyby w tylnych drzwiach.

W tym wypadku to zwykle żółte są te najszybsze.

Wszystko po to, by kilka lat później, gdy następcy Wilsgaarda opracowywali rodzinę modeli S60/V70/S80, dział finansowy doszedł do wniosku, że właściwie to można już robić oddzielne tylne drzwi do każdego modelu, bo nowsze technologie produkcyjne ograniczyły koszty wytwarzania dodatkowych elementów. A może to samemu Wilsgaardowi zależało na utrzymaniu praktycznego wizerunku marki?

[Tennen-Gas, Vauxford / Wikimedia Commons]

Na koniec dygresja: Volvo nie jest oczywiście jedynym producentem, który wykorzystywał te same (niekoniecznie dopasowane) drzwi w różnych wariantach danego modelu. Nie bez powodu Wilsgaard w rozmowie z gościem z działu finansowego nawiązał do FSO. W żerańskich zakładach nigdy nie przejmowano się takimi szczegółami, jak specjalne drzwi tylne dla odmian kombi. Począwszy od Warszawy kombi pokazanej w 1965 roku, przez fiata 125p kombi, po Poloneza kombi.

Cena samochodu FSO Warszawa 203 K: 128 000 zł. Zakup bezpośredni w PP Motozbyt bez przydziału Rad Narodowych. Warunki sprzedaży ratalnej: wóz sprzedawany tylko za gotówkę. [„Motor” 40/1967]

W przypadku Poloneza „oszczędności” najbardziej klują w oczy w odmianie Truck Roy. Należy jednak zauważyć, że podobnie wygląda to w Land Cruiserze J70 albo w Defenderze w odmianie czterodrzwiowy pickup, w Defenderze 130 Double Cab, czy w nowiutkim Jeepie Gladiatorze (no dobra, Gladiator nie wygląda tak głupio jak Truck Roy).

Produkowana bez zasadniczych zmian od 1984.

Niektórzy producenci, głównie amerykańscy, z niedopasowanych drzwi uczynili „ficzur”, czego świetnym przykładem jest Nash Rambler.

Podsumowując – nawet jeśli narzekacie na pokraczny wygląd np. Focusa sedan, częściowo podyktowany wykorzystaniem tylnych drzwi z hatchbacka, zapewne podziękujecie za to, gdy przeżre je rdza i udacie się na złom w poszukiwaniu zamiennika (jakby co, od kombi nie pasują).

*fabularyzowana rekonstrukcja wydarzeń

**to też