Wizyta w muzeum DAFa w Eindhoven

Tydzień temu wybrałem się do muzeum marki DAF w Eindhoven. Marki, która od wielu lat zajmuje się głównie produkcją samochodów ciężarowych (co nieco mniej interesuje mnie od osobówek), ale nie zapomina o swojej „osobowej” historii. Ciężarówki DAFa nietrudno spotkać na drogach (zwłaszcza w Holandii naturalnie, ale jest też liderem sprzedaży ciężkich ciężarówek w Polsce), choć popularnością daleko mu do europejskiego lidera – Daimlera (w 2018 roku: 67.000 wyprodukowanych ciężarówek vs 517.000). Tym bardziej cieszy wysiłek holenderskiego producenta włożony w przygotowanie muzeum.

Muzeum nie jest bardzo rozległe, ale i tak udało zmieścić się w nim bardzo wiele eksponatów (w dziale samochodów osobowych jest niestety trochę ciasno) i można po nim chodzić godzinami. Niektóre pojazdy zademonstrowano w ciekawych aranżacjach (warsztat, plaża, czy tor wyścigowy), a poza samymi pojazdami jest tam mnóstwo modeli demonstrujących działanie różnych mechanizmów (w tym moje ulubione przekroje silników i przekładni, które można samemu wprawiać w ruch). A jest co demonstrować, bo DAF zasłynął wieloma niestandardowymi rozwiązaniami. Do kilku ciężarówek i autobusów można wsiąść i zająć miejsce za fajerą, co bardzo cieszy dzieci (i dorosłych też). Generalnie: idealne miejsce by spędzić 2-3 godziny i to nie tylko dla fanów motoryzacji (piszę to na podstawie opinii nie-fanów motoryzacji).

A teraz najważniejsza część, czyli fotki. Wybaczcie słabą jakość, muzealne oświetlenie nie sprzyja fotografowaniu, zwłaszcza budżetowym smarkfonem. (Muszę chyba zakupić aparat…)

Na dzień dobry, przy kasach, ustawiono Rijdende Regenjas, czyli „jeżdżący płaszcz przeciwdeszczowy”. Materiałowy dach to nie tylko bajer na gorące dni i sposób oszczędzenia na blachach – miał też pełnić funkcję wyjścia awaryjnego, gdyby trójkołowiec wywrócił się blokując jedyne drzwi.
Na dolnym poziomie umieszczono głównie pojazdy ciężarowe. Np. policyjnego DAFa A 10 z sygnalizatorem na przyczepce.
Ten DAF A 117 został złożony z dwóch wraków z Curaçao, a następnie ściągnięty do muzeum w Eindhoven. (Tak, Curaçao to terytorium zależne Holandii. Tak, robią tam niebieski likier. Tak, wymawia się to mniej więcej „kjurasau”.)
DAF FAV 95.600 X1, DAF FAV 3600 DKX i DAF FAV 3300 DKX2. Startowały w Rajdzie Paryż-Dakar odpowiednio w 1987, w 1986 i w 1984 roku. Każda z tych ciężarówek napędzana jest przez dwa (!) sześciocylindrowe diesle o pojemności 11,6 litra.
W 1984 DAF, którym kierował Jan de Rooy, ukończył rajd pierwszy w swojej kategorii z 36 godzinami zapasu. A jadąc na czele, załoga musiała jeszcze karczować drzewa rosnące przy drodze, żeby się zmieścić.
Silnik: 12 litrów, ponad 1000 KM i 4000 Nm. Ale tylko jeden…
Królowa Beatrycze wykorzystywała ten autobus podczas objeżdżania holenderskich miast w trakcie dorocznego „Dnia Królowej”.
Naczepowe autobusy wykorzystywano w transporcie publicznym zaraz po wojnie. Ich budowa była szybsza od standardowych autobusów.
Autobusowy savoir-vivre: „nie palić, nie stać przed linią, nie rozmawiać z kierowcą”.
DAF A 1902 DS. Napęd do obracania gruszki przekazywany był przez wał podłączony do silnika od przodu. Ten egzemplarz z 1968 roku wykorzystywany był jako stacjonarna betoniarka i do muzeum trafił z przebiegiem 600 km.
„Nie wyrzucaj śmieci na ulicę”. Wbrew pozorom nie jest to w Holandii takie oczywiste… Zbiornik na odpady podnosił się do przodu, żeby ugnieść śmieci pod ich własnym ciężarem.
DAF 66 YA i YT 514 Jeden z nich ma napęd na przód. Zgadniecie który?
Drabina o długości 39 metrów. Ponoć nadal jedna z najdłuższych w Holandii.
Jak ja lubię takie rzeczy! Reductiebak met centraal differentieel en verdeelkasten, czyli „skrzynia rozdzielczo-redukcyjna z mechanizmem różnicowym” stosowana w napędach 6×6 i 8×8 (H-drive, pomysł van Doorna). Np. w wojskowym DAFie YA 328 napęd z centralnego mechanizmu różnicowego wyprowadzony był za pomocą czterech wałów (w kierunku każdego rogu pojazdu) i trafiał do sześciu kół dzięki przekładniom ślimakowym (wormkasten). Zobaczcie sobie schemat tutaj, albo tutaj.
Najlepszy obów do jazdy.
Górny poziom to taka jakby antresola, więc można objąć wzrokiem dolną część muzeum.
Aleja gwiazd. Z przodu po lewej stoją DAFy 750 (niebieski i zielony), a po prawej Daffodile (czyli żonkile) w odmianach towarowych.
DAF 600, czyli pierwszy osobowy model DAFa. Tym samym również pierwszy z serii „A-body” obejmującej modele 600, 750, Daffodil (30/31/32) oraz 33.
Inny DAF 600.
Daffodil 31 pickup. Kolejne numery poczynając od 30 oznaczają kolejne modele wywodzące się z Daffodila. A samo 30 pochodzi od mocy silnika (niby 26 KM, ale to już prawie 30).
Daffodil 32 w odmianie combi, czyli po polsku bosto. Od poprzednika różni się przodem i wyposażeniem wnętrza.
Model 32S, czyli ten wzmocniony. Miało ich powstać 500, żeby uzyskać homologację rajdową, ale prawdopodobnie powstało tylko 360.
To już modele 44 i 46 (od 44 zaczyna się „B-body”).
Oprócz sedana dostępne było kombi, ale nadal tylko z jedną parą drzwi.
Model 55 dostał czterocylindrowca Renault o pojemności 1,1 l. Dostępny był we wspaniałym nadwoziu coupé (kolejna pozycja na liście: „kiedyś sobie takiego kupię”).
DAF 66, czyli praktycznie 55 po liftingu. Od 1975 sprzedawany jako Volvo 66 (po przejęciu działu osobowego przez szwedzkiego producenta).
W dawnej fabryce DAFa (nazywanej potem NedCar) produkowano potem Volvo 340 (opracowane pierwotnie jako DAF 77), a później m.in. Volvo 440 i 480, S40 i Mitsubishi Carismę oraz Smarta Forfour.
Te kokardy dlatego, że to milionowe Volvo 340. Jak widać malowane szprajem na szybkości, skandal po prostu!
Coupé poświęcone dla dobra nauki i techniki. Chlip!
Clou DAFowej techniki i wynalazek samego Huba van Doorne’a, czyli przekładnia Variomatic.
Wyścigówki z CVT? Proszę bardzo, DAF wsadził Variomatic do bolidów Formuły 3, a potem również do samochodów startujących w wyścigach górskich.
Najciekawszy dział prototypów i pojazdów specjalnych (opartych na osobówkach) otwiera DAF OSI City, zaprezentowany w 1966 przez turyńską pracownię nadwoziową OSI (Officine Stampaggi Industriali). Wykorzystano mechanikę Daffodila, jako że Variomatic idealnie pasował do koncepcji nowoczesnego autka miejskiego. Nadwozie natomiast łączy Peugeota 1007 z Mini Clubmanem/Hyundaiem Velosterem. Po stronie kierowcy są pojedyncze suwane drzwi, po stronie pasażera jest para drzwi, przy czym tylne otwierają się pod wiatr i nie ma słupka środkowego.
Kolejny wcale-nie-FIAT. Na życzenie pewnej bogatej Szwajcarki włoski warsztat Moretti wykonał unikatową wersję 4-drzwiową modelu DAF 55.
Giovanni Michelotti, jeden z najbardziej produktywnych projektantów samochodów sportowych ubiegłego wieku, był też autorem nadwozi DAFów (przygotował restylizację modelu 31 do 32, od zera zaprojektował 44 i uczestniczył w opracowaniu następców). Współpraca z DAFem zaowocowała także niesamowitym samochodem plażowym, który nazwano Daf Kini (hio hio, to holenderskie poczucie humoru!) Rodzina królewska jeździła Daf Kini podczas wakacji we Włoszech.
Musi wiklina.
Daf Kini wyewoluowało w Shelette. Ponoć na to buggy Aristotelis Onasis poderwał Jacqueline Kennedy w Monte Carlo. Później kilkadziesiąt podobnych Shelette powstało na bazie FIATa 850.
Prototyp DAF Siluro z 1965, oczywiście autorstwa Michelottiego. Ja tam chyba i tak wolę 55 coupé…
DAF Pony, czyli oparty na DAFie 44 holenderski odpowiednik Multicara. Na pace Daffodil na pedały, czyli holenderski odpowiednik Moskwicza Azaka.
BATU (Basic Automotive Transport Unit) miał być opartym na mechanice DAFa pojazdem dla krajów rozwijających się. Drugi prototyp miał dodatkową oś i napęd 6×4. Zainteresowanie pojazdem wyraziły Indonezja, Egipt, RPA i Chiny, ale ze względu na kryzys naftowy w 1973 BATU nie wdrożono do produkcji.
Na koniec: klimatyczny garaż z dostawczym DAFem 33.

Dużo jest tam jeszcze do zobaczenia, więc jeśli tylko będziecie w okolicy Eindhoven, to gorąco polecam odwiedzić muzeum DAFa!